A co to jest to środowisko całe? Potwarz czy obelga? Repost z FB
23 grudnia 2024, poniedziałek
Na marginesie przygasającej wymiany zdań tu i tam, wywołanej artykułem o zarobkach pisarek i pisarzy dzisiaj rano myślałem.
Zatem myślałem i trochę wspominałem. Próbowałem policzyć w ilu stowarzyszeniach, fundacjach, zrzeszeniach próbowałem być, w ilu pełniłem funkcję, w ilu czułem się na swoim miejscu i miałem poczucie sensu.
Potem myślałem kogo tak naprawdę te wszystkie grupy reprezentowały, na ile to co się w nich i wokół nich działo było częścią jakichś procesów generalnych, a na ile przypadłością lokalną.
I pomyślałem jeszcze raz, w kontekście rozmów o zarobkach pisarzy i pisarek, o tym, kto w sumie jest ofiarą złego systemu, a kto beneficjentem tego złego systemu.
Bo naczytałem się w tym artykule o tych zarobkach i w komentarzach do komentarza tyle, że już straciłem orientację kto jest kim. Bo bywa, że kim innym się czuję subiektywnie, a gdy spojrzeć z dystansu i w świetle twardych danych - jestem kim innym niż się czuję.
Potem myślałem z jakiego świata przychodzę do różnych wydawców, ale też jako wielostronny, bo nawet nie podwójny agent - z jakiego świata do mnie przychodzą ludzie, jako do prezesa KIT Stowarzyszenie Żywych Poetów z propozycją wydania książki.
Pomyślałem, jak bardzo często mamy kłopot, żeby ustalić wersję matrixa, wyobrażonej rzeczywistości w której funkcjonuje osoba autorska, w której ma szansę funkcjonować jej książka i w jakiej funkcjonuję ja sam.
Bo to są różne przestrzenie, a powinny przynajmniej w teorii wytworzyć razem jakąś przestrzeń wspólną - bardzo często nie wytwarzają i mamy wtedy złe emocje, frustrację, złość, zalegający afekt.
Pomyślałem też o różnych grupach, zrzeszeniach z których się mniej lub bardziej gniewnie, mniej lub bardziej otwarcie wypisywałem, wychodziłem, trzaskałem drzwiami, życzyłem lub też i nie - powodzenia na dalszej drodze życia. Dlaczego to robiłem i czy aby na pewno miałem rację?
Jest taki mechanizm, który sprawia, że każdy z nas ma tendencję do generalizowania swojego myślenia, postawy życiowej jako powszechnie obowiązującej, albo przynajmniej takiej, która powinna być powszechnie obowiązującą.
Na tej zasadzie w 2015 roku moja Małgosia zdziwiła się na grillu u znajomych, a ściślej rodziców koleżanki naszej córci, kiedy nagle towarzystwo zaczęło zagryzając ogórkiem napędzać się nawzajem w inwencji, czego to by nie użyli, żeby dobić tonących w morzu śródziemnym rozbitków z łodzi przemytniczych.
Oszczędzę wam szczegółów, ale obok brykających siedmiolatków rodzice rozprawiali czy bosaki, widły czy też broń maszynowa czy może bomby głębinowe ustawione na niewielką głębokość będa najbardziej adekwatne i moralnie uzasadnione.
Była sobota, nazajutrz większość z nich miała otwierać usta w kościele.
Małgosia była zdziwiona, bo przecież jak to powiedział Klimek Bachleda - mus człowieka ratować.
Okazuje się że nie. To tylko Twoje prywatne zdanie, możesz je upublicznić i sprawdzić, ale nie musi być wcale powszechnym i dominującym przekonaniem.
No i trochę tak samo z tą literaturą, środowiskami, obiegami oraz obelgami jakie miotamy na siebie w poczuciu słuszności.
Ja na przykład od lat uważam, że ta literatura to są nieprzenikające się za bardzo odrębne obiegi literackie, z zaznaczeniem, że 90, może nawet 95% zbiorowiska osób, które wyobrażam sobie jako jakieś całościowe środowisko literackie - żyje na skraju, marginesie marginesu.
Pisałem o tym wiele razy, ale dzisiaj rano pomyślałem najpierw zamiast pisać i zadumałem się czy w ogóle wiemy jak liczne jest i w jakich warunkach działa środowisko literackie?
Nie chodzi mi o publicystyczne wybroczyny, których sam napisałem - jak powiadam - setki tysięcy znaków, począwszy do debiutu w prasie literackiej w roku 1999, poprzez debaty, dyskusje na różnych lamach, w tym kiedyś - o zgrozo - w Tygodnik Powszechny by wreszcie skończyć na pohukiwaniu na fejsbuku.
Myślę o twardych danych. Że ich nie ma.
Ile jest stowarzyszeń lokalnych, regionalnych, ogólnopolskich?
Kto do nich należy?
Jaki procent publikujących pod ISBN-em polskich autorów i autorek zajmuje się literaturą?
Jaka grupa publikuje w nakładach dużych a jaka w małych? Co to w ogóle znaczy "duży" i "mały" nakład?
Dla mnie na przykład "mały" oznacza taki do 1000 egzemplarzy, a "duży" zaczyna się powyżej, ale czy ja nie jestem oderwany od realiów? Bo co raz znajomi i znajome mówią, że książkę tu i tam wydali w nakładzie 250 egzemplarzy z możliwością dodruku.
A ilu oraz ile z nas i w jakich formach otrzymuje wynagrodzenie? Bo umówmy się - 20 procent od ceny okładkowej przy nakładzie 400 egzemplarzy, przy cenie jednostkowej 30 złotych to przy założeniu sprzedaży 100%, co jest niemożliwe, w ciągu roku, co jest mało możliwe - to jest 2400 złotych.
To jak się dostaje z tego nakładu na przykład 100 egzemplarzy jako autorskie i się sprzeda po autorskiej cenie 25 złotych od sztuki, to się nawet zarobi więcej. - 2500. A do tego czasem osobne honorarium za spotkanie autorskie i się dzieje.
Ale ilu i ile z nas dostaje autorskie?
Jak jesteśmy lub nie jesteśmy wciągani w procesy związane z książką?
I jak w ogóle te procesy w przypadku niskich nakładów nazwać?
Ja nazywam upowszechnianiem literatury, ale czy ja mam dobry pomysł?
Ile osób ma literaturę za swoje główne zajęcie, ile za jedyne, ile za part-time job, a ile za zajęcie hobbystyczne na którym nie tyle nawet się nie zarabia, a do niego dopłaca?
Ile osób zajmuje się samym pisaniem tekstów literackich, a ile osób - tak jak i ja - ma funkcje obrotowe, ergo pisze także recenzje, juroruje, bywa redaktorem, wydawcą, chociażby jako prezes fundacji czy stowarzyszenia?
A skoro tak - to ile jest tych lokalnych stowarzyszeń, grup, klubów literackich, miejsc gdzie ludzie się spotykają, gdzie bywają, gdzie się organizuje spotkania, konkursy o laur kosmicznego koperka?
Takie badania - miękkie - jakościowe i twarde - liczbowe, być może mogłaby przeprowadzić raz na 5 lat Biblioteka Narodowa albo Wydawnictwo Ossolineum albo Narodowe Centrum Kultury albo Instytut Książki albo wszyscy razem tworząc taki interdyscyplinarny zespół.
I one mogłyby się okazać bardzo ciekawe.
Może okazałoby się, że tych obiegów jest więcej niż dwa czy trzy. Bo jak tutaj podejść do fandomów literatury gatunkowej, sektorowej, gdzie istnieją zupełnie osobne obiegi i hierarchie?
Na przykład w takiej literaturze SF to funkcjonuje sobie zupełnie inny świat o którym mam skromne pojęcie dzięki temu, że kiedyś jeździliśmy jednym pociągiem do pracy z Michał Cetnarowski i dużo rozmawialiśmy, ale tak to bym nic nie wiedział.
Może byłoby jak zbadać przepływy między tymi obiegami? Może byłyby one w miarę drożne, jak w piłce ligowej, a może nie, skąd mam wiedzieć?
Myślę, że bez takiej twardej wiedzy we wszystkich dyskusjach o literaturze, środowisku jesteśmy trochę jak ludzie z zawiązanymi oczami próbującymi opisać słonia. Za co kto chwyci, to mu się wydaje że wie i krzyczy że słoń to wąż, drzewo, ściana czy lina i zarazem ma rację jak i jej nie ma.
Pogadać można, ale jak zwykle niewiele z tego wyniknie, bo nie wiadomo o czym o kim my rozmawiamy.
To tak zamiast podsumowania literackiego za rok 2024, wiele z niego nie wynika, poza tym, że nakreśliłem sobie zakres niewiedzy.
Ale wiedzieć ile się nie wie - to już spora wiedza.
Komentarze
Prześlij komentarz