Szesnaście na Burbon albo historia należy do tego, kto ją opowiada (piątek)



27.02.2025, piątek

No proszę sobie wyobrazić, być Polakiem, urodzonym w Polsce, chociaż na Dolnym Śląsku czyli w miejscu, gdzie jak twierdzi klasyk procesy narodowotwórcze nie dokonały się w pełni, czyli nie tak jak na Mazowszu, Podkarpaciu czy Małopolsce. Zatem - być Polakiem, urodzić się w Polsce i napisać powieść, to jeszcze się w granicach wyobraźni jakoś mieści. Ba. Ale jeżeli powiem, że będąc Polakiem urodzonym w Polsce można napisać powieść i nie osadzić jej w mętnej autofikcji, nie pisać o sobie samym lub samej sobie w nierównej walce z otaczającą nas rzeczywistością, nie zabełtać nic z teraźniejszości w potoczystej fabule - to już się wyda niepokojące. Ale żeby wydać książkę z akcją osadzoną daleko od Polski i to jeszcze w dawnych czasach - no kto to widział?!

Tymczasem Bartosz Sadulski dokładnie to zrobił pisząc swoją drugą powieść "Szesnaście na Burbon". Brzmi to trochę jak piętnastu chłopa na umrzyka skrzyni, ale powiedzmy sobie od razu - piratów  w tej powieści nie ma, chociaż epoka jak najbardziej piracka, bo wiek siedemnasty. I jest szesnaście, ale nie postaci męskich a szesnaście kobiet, zaś Burbon, to w tym wypadku nie jest butelka alkoholu, a wyspa, dzisiaj znana pod nazwą Reunion, mały kamyczek na Oceanie Indyjskim, na wschód od Madagaskaru, zaraz obok Mauritiusu. I król Francji wysyła szesnaście samotnych kobiet wraz z zakonnicą i misjonarzem do odległej kolonii poprzez siedem mórz i wiele czyhających na nie niebezpieczeństw.

Dlaczego? Otóż w koloniach jest nadmiar mężczyzn, a w Francji jest nadmiar kobiet z problemami. Stąd pomysł by wyselekcjonować odpowiednie kandydatki na przyszłe żony dla kolonistów i matki nowych kolonizatorów. Bez kobiet, bez rodzenia dzieci - kolonie nie będą się rozwijać. Takie kobiety nazywano wówczas "córkami Króla", miały szczególny status, który w zależności od punktu widzenia - był szansą rozpoczęcia nowego, być może nawet szczęśliwego, życia, albo groził popadnięciem z jednego uzależnienia i formy niewoli - w inną.

Rzecz polega bowiem na tym, że o ile losy każdej z królewskich córek, które wysłano na przykład w rejon dzisiejszego Quebecu są dosyć dobrze znane, zachowały się ich listy, dokumenty związane z pobytem, o tyle losy szesnastu kobiet wysłanych na Burbon okrywa mgła niewiedzy, która pozwala działać autorowi i kreować ich losy zgoła momentami fantastycznie.

To mało znany element historii w samej Francji, a cóż dopiero w Polsce, a jednak tym właśnie tropem podążył Sadulski pozwalając by w wielu miejscach mówiły za niego źródła i dokumenty, w innych miejscach te dokumenty podrabiając, dopisując.

Język tej prozy jest w jakimś sensie dopasowany do koncepcji. Cała intryga nie rozgrywa się w nim, zatem pozostaje on w sporej części przezroczystym, dobrze wypolerowanym narzędziem, szkłem powiększającym przez które można obserwować bohaterów, a przede wszystkim bohaterki i rejestrować dyfuzję obrazu na krawędziach. 

Autor bowiem wypełnia swoją kreatywnością nie tylko lukę w wiedzy o tych szesnastu córach króla, które popłynęły na Burbon, ale raz za razem wyprowadza nieuważnego czytelnika w pole w zupełnie innych sprawach. I robi to nie tylko podmieniając narratorów i punkty z których naświetla historię, która zarazem jest jak i nie jest prawdziwa. Autor podmienia też wydarzenia historyczne, postaci igrając z czytelnikiem. To tylko opowieść - zdaje się mówić autor wcześniejszego "Rzeszota". Opowieści fundują historię, ale nie ma stuprocentowej pewności, że są w pełni wiarygodne, mogło być inaczej niż sądzimy  i to w stopniu znacznym.

Historia należy do tego, kto tę historię koniec końców opowiada. Może dlatego w jednym z ostatnich gestów cześć opowieści o kolonizacji wyspy Burbon opowiada z punktu widzenia ptaka, o ile się nie mylę samicy Ibisa Reuniońskiego. Może dlatego w ramach zakrzywień istniejącej wiedzy historycznej dochodzi do tego, że na kartach powieści pojawiają się rzekomo wymordowani Katarzy, polski król Jan Kazimierz i - co okazuje się epizodem - ginie też Jan III Sobieski po przegranej bitwie pod Wiedniem, spadając z konia na wzgórzu Kahlenberg. Bo przecież te historię opowiada Sadulski, zatem ona jest jego.

A kto mu udowodni , że nie miał racji, skoro nikogo tam nie było, by można było tej wersji wydarzeń zaprzeczyć.

(Bartosz Sadulski, "Szesnaście na Burbon", Wydawnictwo Literackie, Kraków 2024)



Komentarze

Popularne posty