Ostrzeżenie przed sztormem. Popiół i róż. (Piątek)


 


30 stycznia 2026, piątek

W sodę kupiłem sobie po raz pierwszy od kilkunastu lat pismo literackie i był to "Topos", który zmienił nie tylko redaktora naczelnego - z Krzysztofa Kuczkowskiego na Tadeusza Dąbrowskiego, ale i format. Z zacnego formatu książkowego, coś między A5 a B5 przeszedł na format gazetowo-płachtowy, bo ja wiem co to jest? A1? I dodam tylko dlatego go kupiłem. Po prostu się wyróżniał i obiecywał mi tym formatem powrót do czasów kiedy wszędzie było jakoś fajniej, a ja lepiej sypiałem, chociaż mniej, szybciej się regenerowałem a emocjami rządziły gwałtowne namiętności domagające się ujścia, nie zaś ciągłe poczucie troski.

No, skoro kupiłem, wydałem te 23 złote, to wczoraj zacząłem lekturę, udowadniając sam sobie, że jednak prawdą jest, że jak za coś człowiek zapłaci to szanuje. Ileż to autorskich numerów pism literackich zaległo od razu półeczkę z numerami autorskimi nigdy nawet nie przejrzanych? A przecież uważam się za człowieka szanującego literaturę, bo przecież sam się nią zajmuję, dlaczego zatem nie miałbym szanować cudzego trudu? Ale prawda jest taka, że bardzo często autorski numer lądował tam właśnie, gdzie opisałem, bez przejrzenia spisu treści. No bo potrzeba lektury, chociaż jest jakoś spięta z potrzebą ekspresji - w tym pisania oraz publikowania - to jednak nie jest tym samym. 

Zatem numer autorski w rękach jest spełnieniem tej drugiej, kupiony trzy dni temu "Topos" jest spełnieniem potrzeby lektury, potrzeby poznawczej.

Zacząłem od książki załączonej do "Toposu", jak głosi okładka tom 227 biblioteki tego szacownego pisma. Szymon Babuchowski "Popiół i róż". Od razu powiem to wprost, ja się wiele lat z Szymonem znałem, chyba mogę powiedzieć - nadal znam. Rozmawialiśmy wiele razy, ja pytałem go o jego wiersze, on pytał mnie o moje, bywało że publicznie w ramach tzw. spotkań autorskich. Byłem na jego zaproszenie raz czy dwa razy na organizowanych przez niego imprezach, on bywał na tych, do których ja przykładałem rękę. Było tez chyba i tak, że w czasach kiedy powstawały wiersze z "NeoNoe", "Abdykacji" bywało nam blisko do siebie w jakimś sensie światopoglądowo.

Wyjaśniałem sobie wówczas sprawy wiary i niewiary poezją by ostatecznie nic sobie nie wyjaśnić. Szymon - jak go pamiętam - zawsze stał wyprostowany w snopie czegoś jasnego, nic nie wiem o jego wątpliwościach, także tych poetyckich.

Napisałem że chyba nadal się znamy, bo nie wykreśliliśmy się ze znajomych w sensie ścisłym, ale drogi nam się etycznie, moralnie, światopoglądowo rozeszły jesienią i zimą 2021 roku a w tle była ocena tego co się działo i dzieje na granicy polsko-białoruskiej. Ocena tego jak działa polskie państwo wobec jednostek, jak i czy państwo polskie ma prawo gwałcić prawa jednostki, człowieka.

Szymon, jako dziennikarz, zatrudniony na etacie w "Gościu Niedzielnym" wybrał jedną drogę, ja wybrałem inną i one jak się wydaje nie mają stycznych.

To przydługi wstęp do krótkiej konstatacji, żeby było jasne, że w swoim osądzie mogę być rażąco nieobiektywny, chociaż mam nadzieję, że nie jestem uprzedzony. Miewając prywatna kosę nie raz z niejednym poetą, poetką raczej umiałem oddać im, że piszą świetne wiersze.

I już się domyślacie pewnie co napiszę.

Wiersze Szymona z nowej książki świetne nie są. I nie wiem czy ja wcześniej tych słabości poety Babuchowskiego raczyłem nie dostrzegać, czy wiek mnie zmienił, czy - patrz wyżej - nabrałem uprzedzeń, ale czytał mi się te książkę źle, a nawet z czasem pojawiła się irytacja, zażenowanie i zdumienie. 

Nie chodzi o to, że Szymon jest laureatem nagrody poetyckiej "Orfeusz", ale chodzi bardziej o te lata minione, kiedy nie tylko prywatnie wymienialiśmy e-maile, potem komunikaty przez messenger, ale też przecież czytaliśmy siebie nawzajem i nie doznawałem tak gwałtownych emocji.


Nie wiem jak martwy ogon zarżniętej przed Wigilią ryby ma uderzać o taflę życia i dlaczego tafla miałaby się rozstępować, zamiast pęknąć, jak to tafla miewa w zwyczaju uderzona dość mocno? I skąd ta metoafora dopełniaczowa, umówmy się niezbyt lotna, a nazbyt ryzykowna? Mamy ostatecznie rok 2026, w poezji wydarzyło się sporo od czasu użycia pierwszej metafory dopełniaczowej i chociaż zestawy nadsyłane na konkursy nadal są ich pełne, to jednak już najczęściej nie wzruszają. Nie to, że to zabronione, środek jak każdy inny, ale do uważnego i ostrożnego zastosowania. Oczywiście 'de gustibus" i tak dalej, ale dla mnie to jest słaba konstrukcja w ogólności. O ile jeszcze gra symboliczną ryba jest zrozumiała to już ten ciąg dalszy - z tym ogonem, raflą, która nie wiedzieć skąd się wzięła i ma się rozstąpić - nie przekonuje.

I to nie jest wypadek przy pracy. Niestety brakom - w moim odczuciu - na poziomie wykonania wiersza towarzyszy irytująca, tu znowu subiektywizm, postawa podmiotu, który nie ma wątpliwości, bo wierzy, a skoro wierzy to może czasem zasmuci się, że sam przemija wraz ze swoim teatrum, ale przecież ku jasności i Bogu zmierza - zatem nic nie boli, a śmierć to złudzenie, brama do raju w zasadzie. Bóg podaje rękę barbie, którą córeczka podmiota uczy robić znak krzyża na ten przykład. Odruchowe skojarzenie jest takie, że chce się zadać pytanie co w tym samym czasie robi Bóg dzieciom w nieodległym być może szpitalu onkologicznym. 

Przepraszam, nie chodzi mi o to jak realnie ktoś przeżywa wiarę lub jej brak, ale jaki temu daje wyraz w tekście, bo tylko tekst mnie tutaj interesuje. 

"***
oprzeć się dłonią o Golgotę
pogładzić Kamień Namaszczenia
na płycie Grobu złożyć głowę"

I chciałoby się zapytać i co dalej? Co po za tym, że poeta komunikuje że był tam gdzie był i był tamże w podniosłym wielce nastroju, dotykał, kładł, opierał się? Podobnie wiersz o plaży w Larnace, pod tytułem, a jakże - "Plaża w Larnace" - przynosi nam takie oto obserwacje:

"spomiędzy parasoli wyławiany obraz:
pod jasną smuga nieba ciemny pasek morza
niebieska pięciolinia na której rozrzutny
meastro tuszem z piany kreśli chwiejne nuty"

Odruchowość skojarzeń najczęściej prowadzi do banału, zamierzona z góry wzniosłość przeżycia, nie skontrapunktowana niczym i nikim - do niemal odpustowego kiczu. Tak jak w tym i wielu innych wierszach z tomu "Popiół i róż". 

To nie jest recenzja, to literacki diariusz, w którym mam prawo być niesprawiedliwy i złośliwy i zastanowić się na przykład co zdecydowało o druku tej książki w tej postaci. Gdzie był redaktor serii, gdzie był redaktor tomu? Czy sam fakt, że zapewne jeden jak i drugi znakomicie się zna z autorem i spędził z nim pewnie dużo więcej czasu i dużo więcej z nim rozmawiał oraz bywał jest tutaj wyjaśnieniem?

A kto jak nie dobry kolega po fachu, kumpel, może nawet przyjaciel nie jest od tego by powiedzieć kilka gorzkich słów zanim zrobi się krok, którego będzie się żałować? Kto jak nie szczery towarzysz nie powinien powiedzieć - Szymon, nie rób tego, odczekaj, przejrzyj to, zastanów się.

Wiele razy zdarzało mi się podobne zdanie na różnych etapach mojej drogi słyszeć. Romek Honet, jeszcze w czasach "Studium" miał nawet taką frazę, którą często puentował takie trudne rozmowy, trudne dla autora czy autorki wypowiedzi. Mówił - pamiętam to wyraźnie:
- Tak będzie lepiej, dla Ciebie i dla książki

Szkoda, że nie było w pobliżu Szymona w odpowiednim czasie ani Romka, ani nikogo kto miałby jego przenikliwość w spojrzeniu na poezję.

Teraz jest już za późno. Szkoda. Byłoby lepiej i dla Szymona i dla książki i dla "Toposu" i poezji polskiej.











Komentarze

Popularne posty