Naprawdę nie chodzi o to, ani nie o tamto, ale o systemową pogardę chodzi, tak właśnie (piątek)



10 kwietnia 2026, piątek

I nie, nie chodzi o te osiemnaście, pięć czy siedem tysięcy na imprezę, na której naprawdę ciężko jest zrobić kogoś w wała, bo jest za biedna. Jak wbiła nam kontrola w zeszłym roku, to się trochę śmiała z tych umów, z tych faktur. Nie nawykli. Myśleli może, idź skontroluj endżiosa, trafisz na przekręty, myśleli, tłuste makrele, obfite w kawior skrytki bankowe, myśleli, a tutaj bieda umowy po trzy, cztery, pięć, czasem siedem stów. Większe na zespoły muzyczne, ale jak podzielisz taką umowę, którą się podpisuje na lidera najczęściej, więc on potem dzieli na wszystkich członków plus czasem na akustyka, to ile to wychodzi na łeb? No, tyle samo. Może stówkę więcej na struny albo nowy kabel do gitary. 

No i tak, szło nieźle, rozmowy, gadanie, że teraz będzie inaczej, starania, uzgodnienia, z telefonu na telefon, a zerwij się z pracy wpadnij, pogadamy i gadamy. Z tamtymi się nie gadało, bo było wiadomo, że nie ma o czym. To była jakaś oszczędność czasu i energii. I nadzieją się człowiek nie łudził jak debil.

A tutaj zatem gadamy od jakiegoś czasu aż huczy, plany są, uzgodnienia, konsultacje i masz, dostajesz, a potem nagle ten uśmieszek albo jego brak, że, ale, chwila, moment, moment panie Radku, przecież napisane jest w regulaminie, że tu, o trzeba oświadczenie przedłożyć na piśmie podpisanym potrzykroć i złamanym wedle brzegu dłuższego kartki. A pan przedłożył albo i nie, bo ciężko ocenić, wedle którego brzegu kartki pan łamał.

Wie pani co, myślę, a może już mówię, no może tak, ale nikt po za wami tego nie chce, to ja doniosę, poskładam może, pani wyśle mi pismo o uzupełnienia w terminie do tylu a tylu dni, sam byłem urzędnikiem lat wiele, no,  to wiem, że tak można. A, nie, nie teraz to z całą uprzejmością pan sobie Panie Radku pisany z wielkiej litery może do chuja pana iść, bo tak się składa, że chi-chi, termin był do wczoraj, przegapił pan? Ojej, ojoj. No to pan napisze kolejny wnioseczek. Że co, że pan zmęczony? No chciał pan mieć endżiosa, to pan zapierdala z tymi papierkami, nikt panu nie kazał, nie, sam pan tak z własnej woli, to czego pan teraz się krzywi, że nie pasuje panu? Nikt tez panu nie każe tak się mazgaić, najwyżej nie będzie jeszcze jednego stowarzsyszonka, jakas fundacyjka zamknie podwoje, a rząd się wyżywi i tak. Rząd czy zarząd, kraju, powiatu, województwa, co za różnica, skala się zmienia a zasada jest zasadą, a pn sobie może najwyżej kwas zarzucić na noc.

Kiedy nie, nie ma pani racji. Opowiem Pani, pisanej z wielkiej litery, jak tam Pani jest, bo już nie pamiętam, bo przeżyłem w tym darmowym fachu kilku burmistrzów, całe naręcza soczystych marszałków województwa, kilku starostów, z których równiacha to był jeden i się pani nie zdziwi może, a może i tak - on był z PiS-u. Naprawdę. Zaprosiliśmy go na imprezę, a na imprezę któryś z życzliwych zamówił nam psiarnię, że głośno jest chociaż biały dzień, sobota, o co cho, nie. I on podszedł do okna wozu psiarni spojrzał na funkcjonariusza i mruknął tylko, co, nie widzicie, ludzie grzecznie się bawią, blues leci ze sceny, co, że zgłoszenie, mało pojebów naokoło, robić nie macie czego? Oni tak na niego popatrzyli, na starostę z PiS-u i pojechali. 

No i może przez te trzydzieści lat to może dwóch wiceburmistrzów się trafiło fajnych. A reszta to już nie spamiętam. Chociaż nie jeszcze wiceminister, pamiętam ktoś tam lokalno-regionalnie ujebał nam przyznaną już dotację, w zasadzie umowę podpisaną unieważnił, bo, kurwa, tak, że nie i zostawił nas z niezapłaconymi fakturami na już zamówione usługi. I napisaliśmy pismo do takiego jednego wiceministra kultury, kurwa, patrz pani i on też był z PiSu albo przystawki jakiejś i on nie odpisał, ale jego człowiek oddzwonił, powiedział, rozumiemy, trudna sytuacja mały endżiosik  i koledzy obywatelscy was wychujali, no bywa, tutaj jest taki fundusz, teraz jest termin, napiszcie wniosek, z rezerwy najwyżej wam dosypiemy jak nie przejdziecie przez główny konkurs, pomożemy skoro trzeba, jakoś przeżyjecie. 

To były jeszcze czasy kiedy na prawicy trafiali się słowni ludzie. Przeżyliśmy. Legalnie, z rezerwy ministra, bo dla ministra to były grosze, a dla nas to było być albo nie być.

No i teraz do Pani, co pani mi tutaj mówi, że o, w regulaminie pisze. To ja Pani powiem, nie pisze, do kurwy nędzy tylko jest napisane. To po pierwsze. Po drugie to nie tak. Zupełnie nie tak. Ja nic z tego nie mam. Przewalam tylko godziny kiedy powinienem spać, albo kiedy moi znajomkowie, znajomki piszą dzienniki, diariusze, jeżdżą na rezydencje, popierdalają po galach. Ale już się nauczyłem z tym żyć, jakoś daję radę. Powiem pani o co chodzi i dlaczego Pani Jowito, a może Panie Karolu, a może Pani Zenobio, czemu tak na Panią patrzę, nie widząc wcale, bo my najczęściej tylko na ten telefon, hot line hot line after hot line.

Chodzi o pogardę. O systemową, przezroczystą pogardę.

Pani się pewnie śmieje, jak widzi na Youtube te urywki z "Dnia Świra" kiedy Adaś Miauczyński mówi o pogardzie każdej władzy od czarnej do czerwonej która nas kałamarzy ma za nic. 

Termin władza to jest pani, bo prezydenci, ministrowie, burmistrzowie się zmieniają, marszałkowie się zmieniają, ministrowie się zmieniają, a takie Pani Czesławy, głownie panie, to ciekawe, Panie Eufrozyny tkwią, patrzą, żują drugie śniadanie wyjęte z szuflady biurka i dokręcają śrubkę.

Bo pani musi, bo w regulaminie pisze. Jest, kurwa, napisane. 

Ja nawet wierzę, że to nie wynika z pani, Pani Lilianno, złej osobowości, z tego, że pani do mnie czuje pogardę, nie. Po prostu system jest tak skonstruowany, żeby tę pogardę kałamarzom okazywać. 

Najgłupsze co kiedyś mieliśmy zrobić to żądanie z urzędu pewnego byłego wojewódzkiego miasta, żeby przedłożyć zaświadczenie o niezaleganie w jednostkach komunalnych tego miasta z płatnościami wobec tegoż miasta.

To, to sobie miasto, skoro to jego jednostki może chyba sprawdzić samo, nie?

Ale nie. Nie ma być oświadczenie starającego się o grancik, dotacyjkę kałamarza, ale zaświadczenie, po które trzeba by się udać na piśmie je uzyskać w godzinach pracy tegoż samego miasta.

A że miasto, byłe wojewódzkie jest o 200 kilometrów, to może i dwa spędzić w podróży dni upojne, bo raz złożyć wniosek o zaświadczenie, dwa je odebrać i przedłożyć do wniosku o wydanie książki obywatela tegoż miasta byłego, wojewódzkiego na kwotę ja wiem, ile to wtedy było? Dwa czy trzy tysiące? Nawet nie minimalna krajowa na literaturę. A chodzenia tyle, że człowiek by poemat trzynastozgłoskowcem napisał.

I powiedziałem w myślach - jebcie się. A na głos - to wie Pani, Pani Danuto, my jednak zrezygnujemy, to wasz autor, myśmy chcieli zrobić jakieś dobro dla kultury, dziedzictwa byłego miasta wojewódzkiego, ale wy chyba nie chcecie, to nie. I dodałem znowu w myślach - jebcie się.

No, a poematu też nie napisałem.

I żeby było jasne - to gatunek szczególnie polski, nasz oryginalny wkład do europejskiego dziedzictwa - urzędniczka od kultury i dziewictwa urzędowego i ich, jej, nasze wyobrażone piramidy hej hopsa papierów. 

Nikt tego nie rozumie po za Polską. 

Pytała mnie jedna, druga, trzecia osoba od kultury w Szwecji, Czechach, Chorwacji, Ukrainie, Litwie, Serbii, Słowenii, Portugalii co wy macie, twórcy, twórczynie z Polski, co wy z jakiegoś więziennego przedszkola wychodzicie w świat szeroki? Pytacie o warunki rozliczenia, chcecie pisać sprawozdania o rozmiarach książki, co wam jest? Pojebani jesteście? Pisanie książki to nie jest coś co się nadaje do pisania sprawozdania z tuzinem tabelek, czy jakaś impreza literacka, muzyczna. książka, koncert, festiwal to przede wszystkim ma być widoczny, ma byc widać, że się odbyło, dokonało, wydało. 

Czy Pani sobie wyobraża że niektórym urzędnikom od kultury, jak się rozlicza grant na wydanie książki wystarcza  fizyczny egzemplarz książki? I nic więcej nie jest im potrzebne. Jak się pytałem o przedłożenie faktur, to się ze mnie śmiali w tamtejszym ministerstwie, pytali - a ile to myśmy wam dali tych euro, żeby żądać  takiej spowiedzi? Przecież tego się ogólnie nie da za te pieniądze robić, a wy robicie. To mam żądać finansowego sprawozdania z cudu?! Róbcie swoje i wpadajcie jak najczęściej bo tak jak endżiosy to nikt nie umie ukręcić bicza z piachu.

Skąd wy przychodzicie, pytali. Jaka jest ta wasza Polska obywatelska, prawna , solidarna, sprawiedliwa, matka, macocha, wyśniona, nieudana, że was wypuszcza w świat oglądających się bez przerwy za siebie, z drżącymi rękami kwitującymi jakieś odbiory drobnych koron, kun, euro, 

Jak wy możecie cokolwiek tworzyć w takich warunkach? Kiedy wy macie mieć na to czas? Myślicie w ogóle nad tym jak to spiąć? Co napisać w książce? Jak ułożyć program imprezy? Kogo zaprosić? Czy wy w ogóle macie na to czas? Przy tej ilości papierów, sprawozdań, uzupełnień do wniosku w sprawie, oświadczeń o niekaralności?

Co mam im powiedzieć, tym Włochom, Hiszpanom, Rumunom? 

Że otacza nas wielopoziomowa pogarda? 

Że właśnie nie mamy czasu na to, co powinno być istotą działania? Że nie wiem jakim cudem się trzymamy, skoro wejście kogokolwiek w środek pracy stowarzyszenia literackiego to są kartony, papiery i pieczątki? I piętrzące się kolejne obowiązki, sprawozdania, pokwitowania?

I skąd ta pogarda? I dlaczego systemowa?

Bo pani mi tu pokazuje, że pisze - pokazuje w regulaminie i do regulaminu wszystko odnosi. Regulamin ma - policzyłem - 23 strony, nie jest najdłuższy, bywają dłuższe. I, że o - też, to słyszałem od Pani Jolanty, Pani Krystyny, Pani Walentyny setki razy - proszę czytać umowy i regulaminy.

Stały tekst, stała dupokryjka, stała smycz na której petenta, żebraka sie trzyma i potrząsa czasem żeby nie wierzgał.

Czytaj, przybłędo, czytaj.

Tylko, że samiście te regulaminy pisali. Samiście wytyczne pisali. Nigdy nie musieliście się do nich dostosować, ani wedle nich żyć. Ale egzaminujecie wszystkich jakbyście byli jedna z druga biskupem ordynariuszem diecezji płockiej albo kaliskiej.

Jak się napisze regulamin, którego się samemu nie rozumie, to potem można orać chłopaków i dziewczyny bo się zawsze jest w prawie. 

Gdyby napisało się prostszy, to by nie było czym orać a sprawozdanie mieściłoby się na jednej stronie a4, wniosek zaś na dwóch. Jak to bywa w Kijowie, Pradze - tak dla przykładu.

Ale co tam Czesi, nie?

Im może nawet naprawdę zależy na kulturze. 



Komentarze

Popularne posty