Środowe popołudnie koło katedry (czwartek)
30 kwietnia 2026, czwartek
Wczoraj szukaliśmy dla naszej ulubionej siostrzenicy prezentu na komunię, a to jak wiadomo niełatwe zajęcie, kiedy się nie chce brać udziału w targowisku próżności w jakie zazwyczaj zamieniają się polskie pierwsze komunie. Od lat staramy się, żeby tak w ramach naszych uroczystości jak i w ramach naszego udziału w uroczystościach rodzinnych o charakterze religijnym dominowały jednak podarunki ściśle związane z charakterem tychże. Niestety nie ma zbyt wielu pomysłowych prezentów tego typu do kupienia, szczególnie gdyby poszukać religijnego analogu elektrycznej hulajnogi czy laptopa. Religijnie umocowanego i niegłupiego zarazem. Zostają książki.
Zaszliśmy zatem do księgarni przy katedrze we Wrocławiu, no bo gdzie jak nie tam. Po pierwsze przypomniałem sobie przy tej okazji, że tam pracuje mój bardzo dobry kolega z liceum, z czasów kiedy uczęszczałem do I LO w Opolu. Chociaż słowo uczęszczałem jest chyba trochę na wyrost, bowiem zakłada, że często bywałem w szkole, co nie zawsze było prawdą. Równie często w niej nie bywałem. No ale. Przypominałem sobie o koledze bo na niego wpadłem, a jak wpadłem i sobie przypomniałem, to spędziliśmy z pół godziny gadając i to chyba gadając niegłupio jak na panów po 50-tce. Nie było nic o dawnych czasach ani nic o podupadającym zdrowiu.
I tak sobie stoimy, gadamy, a mnie w oko wpada tytuł maleńkiej książeczki na blacie, wziąłem, patrzę co to, ledwie osiem złotych?! Biorę! I nie tylko wziąłem, ale i przeczytałem tegoż samego wieczoru bo to niby 98 stron, ale dużym drukiem, w przypisach małym, ale jako całość - w sam raz na raz.
I chciałem powiedzieć, że dawno już mój duch i umysł nie doznał takiego ukojenia, ukołysania. Nie chodzi o to czy się zgadzam z tezami, czy uważam je za trafione czy naiwne czy nie do wcielenia w życie, nie. Chodzi o spokojny rytm zdania, przejrzysty styl wywodu podzielonego na 117 akapitów, elegancję składni. Chodzi o zgrabne zszycie osobliwości bardzo nowej jaką jest AI z osadzeniem jej w tym co w kościele uznawane jest za słowo objawione. Kompletność, spójność oraz - uwaga, uwaga - duch otwartości i nadziei.
Spodziewałby się człowiek głównie straszenia czarownicami, powidokami dystopii, a tutaj jest - jeżeli skupić się na przekazie ogólnym - mowa o tym, że sprawy trzeba brać na klatę i walczyć o właściwe wykorzystanie narzędzia. AI, ale z człowiekiem jako użytkownikiem a nie używanym i to człowiekiem, który jest na obraz i podobieństwo. Aż jakimiś echolaliami odbiła mi się w pamięci homilia JP2 w Atenach o globalizacji w Chrystusie. To jednak trzeba trochę rozumu mieć, zręczności, kultury myślenia, żeby zgrabnie łączyć zagadnienia AI z odpowiednimi wskazaniami w nauczaniu papieskim ale też z odpowiednimi wątkami w biblii od Księgi Rodzaju po Ewangelie.
I tak myślę sobie, że po pierwsze kościół, chrześcijaństwo, ale przede wszystkim kościół katolicki mógłby odgrywać naprawdę kapitalną rolę we współczesności gdyby nie lista jego grzechów, gdyby nie jego trupy w szafie, pod dywanem i zastępy korporacyjnych boyów, których horyzonty nie sięgają dalej niż czubek czegoś własnego. A ta myśl wyrosła na innej, która była przed nią - że chrześcijaństwo, osobliwie w wydaniu rzymsko-katolickim ma do zaproponowania jeden z bardziej kompletnych modeli światopoglądowych, który - jak udowadnia treść noty - jest zarazem system częściowo otwartym i wychodzącym dość śmiało ku przyszłości.
Napisał mi kolega, że jakość tego dokumentu wynika być może z tego, że w oryginale był napisany w łacinie, a łacina wymusza pewien rodzaj przejrzystości. Możliwe. Ale po prostu miło się czytało, nawet jeżeli część punktów miało charakter wybitnie postulatywny by nie powiedzieć - staroświecko naiwny. Z drugiej strony ta "naiwność" to często znaczy tyle co żelazna, ewangeliczna konsekwencja w pewnym myśleniu oraz trzymaniu się kotwic współczesnego, wypada zaznaczyć, posoborowego chrześcijaństwa. Tak wiem, nie wszędzie, nawet w Watykanie, ono się przyjęło. Ale jednak co za ulga i ukojenie w porównaniu do wypowiedzi bożyszcz współczesnego technofeudalizmu w stylu Jeffa, Elona, Steve'a i Sama.
Ktoś powie - tak, ale przecież x, y, z, be, niedobrze. A ja odpowiem no tak, trudno się nie zgodzić. Jednak jeżeli jako dzieci wierzyliśmy, że rzeczy są jakieś, po prostu, jednolite dobre, złe, ludzie są szlachetni albo podli - to jako starsze egzemplarze, na przykład faceci po 50-tce, powinniśmy zapewne przywykać, że rzeczy, szczególnie duże rzeczy - nie są jednolite, ale zróżnicowane, także wewnętrznie a zarazem globalnie spójne. Jest w tym jakieś nieoczywiste piękno. I to był jego odprysk.
Cieszyć się z tego, to nie grzech.



Komentarze
Prześlij komentarz