Mój kumpel stamtąd (czwartek)
28 maja 2026, czwartek
Albo jeszcze inaczej. Gadałem z kumplem, a to coraz rzadszy gatunek. Dwadzieścia lat pisał jakby trochę dla siebie, budował pozycję, rodzinę, dom, coś trzeba było wybrać. Był jak ta armia niemiecka po traktacie wersalskim, niby rozbroił się zupełnie, ale knuł po kątach, snuł plany, podtrzymywał wiedzę i technologią w ciągłym ruchu. I po dwudziestu latach dzwoni do mnie jak ten żeglarz co by jeszcze gdzieś popłynął tylko wypadł z rynku i nie wie kto teraz i gdzie pływa. No i pyta mnie - słuchaj wysłałem do "Twórczości", wysłałem do "Odry", ale gdzie jeszcze teraz się wysyła?
I nie wiem co chłopu odpowiedzieć, który trzy zdania wcześniej zaznaczył że dla własnego zdrowia psychicznego nie siedzi w social mediach, że czasem coś przeczyta zewnątrz, bez logowania i ucieka. Mówi, że taki poziom emocji jest nie dla niego, żeby go zniszczył, spalił do zera, do spodu, do gruntu.
Zacząłem jakoś łagodnie, mówię wiesz, no pisma to są suweniry teraz, każdy chce mieć, ale jak ma to stawia na półce i zbiera tym kurze. Gdybym miał powiedzieć, gdzie toczy się życie literackie powiedziałbym właśnie tam, gdzie ciebie nie ma, w socialach, z jednej strony, na galach z drugiej strony, na festiwalach z trzeciej. Ale wolność, jakkolwiek rozumianą, możesz mieć tylko w socialach. Możesz tutaj zebrać jakieś grono, które cię czyta, obserwuje bo taki ma kaprys, bo czymś, określonych ludzi do siebie przekonasz. Gale i festiwale są arbitralne. Tam musisz się na chuchać, na wzdychać a i tak takiemu komuś jak ty czy ja wiele nie zaoferują, bo ciebie dwadzieścia lat w obiegu nie było, ja niby byłem, ale nie zassało i w sumie jesteśmy obaj w tej samej pozycji, bez żadnej różnicy.
Przynajmniej jeżeli chodzi o festiwale i gale. Bo socialach widzisz mi się udało, mam wokół siebie sporo ludzi, którzy są na wiele gotowi, na dobry początek czytają, bywa, że chcą potrafią wesprzeć, kupią książkę, wejdą w bardziej stały układ jak patronite, bywa, że przekażą kawałek swoich drobnych w ramach serwisu typu buycofee i oto możesz mieć poczucie, że Twoje pisanie jest pracą pomimo tego, że nikt cię nie publikuje. Nikt nie kupuje Twoich książek, nie drukują cię czasopisma, nie zapraszają gremia, nie wyróżniają kapituły.
Tutaj w tym świecie pogardzanej wzmożonej emocji nagle zyskujesz jakiś rodzaj chwiejnej wolności. Bo przecież z drugiej strony przyzwyczajasz odbiorców, szkolisz algorytmy, że dostarczasz temu smokowi określonej jakości jedzenia i jeżeli coś zmienisz w nim nagle ten sam prąd, który cię niesie - może cię wyrzucić na marginesy widoczności w ciele tego czy innego boga sociali. Ale nie wiem czy zamiast wysyłać swoich tekstów to tu, to tam, nie powinieneś drogi kumplu założyć sobie na dobry początek konta w socialach i wymyśleć kim tutaj będziesz. Ascetą, który będzie publikował wyłącznie wiersze dla kilkunastu osób? A może publicystą na każdy temat który przy okazji napisze czasem wiersz?
Pisma literackie stały się szlachetnym klubem łapaczy kurzu. Pewnie, one zostaną, kiedy kiedyś w końcu nastąpi ta technologiczna anomalia, the event i jakiś wielki blackout zdmuchnie te wszystkie portale, te wszystkie zasięgowe profile i staniemy znowu sami wobec świata, kompletnie nadzy, bezbronni, bez słów dobrych na to by to wszystko opisać, by zacząć wszystko od nowa.



Komentarze
Prześlij komentarz