Co nam zostało z tamtych listów? (wtorek)
23 czerwca 2026, wtorek
Duńska poczta 30 grudnia 2025 roku dostarczyła ostatni list w dziejach i jej historia, a ściślej historia doręczania przez nią listów dobiegła po 400 latach do finału. Nie będzie listów, znaczków, kopert i skrzynek pocztowych w Państwie Duńskim. Nie będzie lizania krawędzi koperty, lizania znaczka, rozrywania koperty, po prostu koniec.
Mógłbym rwać włosy z głowy, załamywać ręce, ale sam listu w rozumieniu ścisłym jako kartki papieru, włożonej do koperty zaadresowanej do konkretnej osoby i wysłanej - nie wysłałem od wielu lat. Umawiałem się z kilkoma osobami, że dla beki spróbujemy podtrzymać starodawny zwyczaj, ale nic z tego nie wyszło. Próbowałem, starałem się, nosiłem miesiącami w plecaku papier, koperty, rozkładałem na stoliku, biurku, ale niestety coś się stało, pękło i nie chce się zrosnąć. Pisałem e-maile, nagrywałem wiadomości głosowe, pisałem posty, ale listu nie napisałem i nie wysłałem od wielu, wielu lat, nie licząc może urzędowych odpowiedzi na wezwania do zapłaty i temu podobne co listem jednak trudno nazwać.
I nie, e-mail to nie jest to samo co list i nigdy nie był. Po pierwsze jest szybki, natychmiastowy, domaga się gwałtownego responsu, a do tego zupełnie inne okolice mózgowe zawiadują pracą neuronów, inaczej specjalizowanych gdy stukam te słowa na klawiaturze komputera w środku nocy, a inne pracują i inaczej to robią gdy patrzysz na kartkę i trzymany w ręce długopis, pióro. Bo to inne ruchy, inne ułożenie mięśni i inny typ koordynacji oko-ręka.
Można uznać zatem, że nawet dla zdrowotności - powinno się napisać list, chociażby do siebie samego. Albo do wymyślonej postaci albo do któregoś z domowników. Nawet kiedyś mieliśmy z M. taki pomysł, że mieszkając razem w jednym domu, będziemy pisali listy do siebie i zostawiali sobie w klatce na ptaki na poddaszu. Ptaków w klatce nigdy nie trzymaliśmy, dostaliśmy ją jako prezent ślubny, chyba jakaś aluzja. No to jak raz by się do czegoś przydała. Ale i to się nie wydarzyło.
Niemniej fakt jest taki, że poczta duńska likwiduje usługę doręczania listów papierowych i likwiduje skrzynki pocztowe, a ja od lat nie napisałem listu.
Listu jako komunikatu kosztującego sporo wysiłku i adresowanego, przeznaczonego najczęściej do użytku wyłącznie dla jednej osoby.
Taki komunikat nie ma szans w świecie, w którym niemal wszyscy przywykliśmy do momentalnych wzmocnień jakie dajemy naszym biednym, zmęczonym mózgom w krótkich interwałach czasowych w tak zwanych socialach. Kto też by chciał polegać na komunikacji, która wymaga udania się na pocztę, kupienia znaczka i wrzucenia listu do skrzynki, a następnie czekania tydzień, dwa, trzy, czasem i dłużej na odpowiedź. Odpowiedź materialną, co mogło mieć swoje zalety i wady. Bo list był i nie zależał do tego czy nie nastąpi wielkie wygaszenie centrów danych. Bezczelny. Napisany charakterem pisma, które było mniej więcej rozpoznawalne, napisany stylem, który mógł być rozpoznawalny, nawet przy niewielkich umiejętnościach literackich nadawcy. Bo przecież błędy też każdy robi w sposób indywidualny.
Zarazem zabawnym mi się wydaje, że list jako gatunek literacki ma się całkiem nieźle. Wiem, bo sam używam tej formuły na poły zdystansowanej, na poły uroczystej, która musi wytrzymać minimalną próbę czasu. Bo przecież list dojdzie człowieka w jakimś momencie jego życia, nie wiem w jakim, ale na pewno nie będzie to moment w którym ten list piszę, czy pisałem. Przebędzie określona drogą, ileś osób będzie go miało w rękach zanim dotrze do adresata. Tego wszystkiego już w zasadzie nie ma z jednej strony, ale z drugiej kiedy piszę - pomaga mi odpowiednio nastroić instrument, pomaga mówić o rzeczach, o których w bezpośrednim zwarciu mówić jest trudno, a czasami po prostu się nie da.
To zabawne, że w erze, kiedy wydaje się, że właśnie można powiedzieć wszystko - okazuje się to bzdurą. O wielu rzeczach nie da się mówić z powodu jazgotu i braku słuchu. List zdaje się - jako forma pośrednicząca, dająca dystans - być może pomagał się poznać, usłyszeć, zrozumieć. W epoce kiedy wszystko jest podaną gotową opinią, statusem, zdaniem oznajmującym pozwalał biec drogami jakimi biegła myśl nadawcy, towarzyszyć mu, kto wie czy nie lepiej gdy podglądamy się nawzajem w czasie rzeczywistym.
W każdym razie pomimo decyzji poczty duńskiej, o której dowiedziałem się dopiero teraz, no, prawie teraz, ta notatka trochę tutaj w wersji roboczej sobie powisiała - ja mam zamiar te wydajną formę wypowiedzi literackiej uprawiać. Napisałem wiele tekstów, które były mniemanymi listami i dobrze w nich układały się słowa, linie myśli, przecinki. Ciekawe jednak, że za sto lat, może dwieście, kiedy forma literacka jaką jest list być może nadal będzie trwała w książkach, nikt już prawie nie będzie pamiętał, że była to forma, która naprawdę służyła ludziom do bezpośredniej komunikacji.
A może list wróci, tak jak płyta winylowa? Wiecie dlaczego płyta winylowa wróciła? Właśnie dlatego, że nie jest cyfrowo doskonała, że trzeba przy niej trochę pochodzić, przełożyć ze strony na stronę, po celebrować odsłuch muzyki. Właśnie dlatego że stawia opór.
Zatem kto wie, może za jakiś czas, w jakiejś ograniczonej formie duńska poczta znowu zacznie dostarczanie listów. Może stworzy się nowy obyczaj, że naprawdę ważne rzeczy załatwia się listownie? Nie przez komunikator, nie nawet twarzą w twarz, ale listownie. Wyznanie miłości, wyznanie winy, prośba o coś istotnego?
I pomyśleć, że kiedyś, w trosce o swoje zdrowie psychiczne chciałem wywalić wszystkie listy i kartki pocztowe zebrane niegdyś w dwóch dużych pudłach.



Komentarze
Prześlij komentarz