Zwyczajna historia, posłuchaj, to do ciebie (środa)

 

 


19 sierpnia 2026, środa

Sam nie wiem dlaczego skojarzyła mi się ta historia sprzed jakiś 18 lat. Tak to było dokładnie 18 lat temu. Byłem u ziomeczka, misjonarza, księdza, znaczy i on w dalekim kraju, nie cieszącym się nazbyt wielką równością społeczną, w miejscu gdzie parafia w zasadzie była w promieniu wielu kilometrów jedyną jednostką użyteczności publicznej - chciał założyć kafejkę internetową. Mówił mi wiesz, może pokażę dzieciakom do czego ten cały internet może służyć, świat sobie otworzą jakoś. Nie było wtedy internetu w każdym telefonie komórkowym, naprawdę. I były takie miejsca jak kafejki internetowe gdzie za parę złotych można było posurfować z dobry transferem danych, bo z domu to żeby wejść do internetu trzeba było najpierw mieć a potem zablokować stacjonarna linię telefoniczną. No, serio, były takie sytuacje. Ziomeczek, niech na potrzeby tej opowieści ma na imię Kazek, bo nie wiem czy by sobie życzył, żebym go po imieniu wywoływał - zrobił zrzutkę, nie taką jak teraz, bo się nie dało. Po prostu uruchomił ludzi, znajomych tu i tam, w Polsce, w kraju misjonowania, no, niewielkie to były pieniądze, ale opowiadał mi, wiesz, miałem znajomego, który w metropolii prowadził sklep ze szpejem komputerowym to pomyślałem, szast-prast, on mi jeszcze ceny obniży bo przecież znajomym, kolegą moim był.

Kasa jakaś się zebrała, Kazek wysłał znajomemu chyba jeszcze faksem, no, bo takie coś jak faks było jeszcze w użyciu, tak, wysłał faksem zapotrzebowanie. Koleś odesłał Kazkowi wycenę, jakoś tam się zmieścili, Kazek coś z tacy dołożył, coś z zaskórniaków od Mamusi z Polski kupił, podłączył i rzeczywiście - zrobił kafejkę przy parafii. No a jak zrobił jedno to zajął się drugim, czyli budową boiska, a potem dzwon zaczął kołować, żeby kościół miał swój dzwon i tak jakoś się rozeszło to w czasie. 

Jakiś czas potem, niedługi, to ważne, wpadł Kazek, ksiądz, ziomeczek do metropolii tego kraju, gdzie równość społeczna była ciągle science -fiction, a co nie ma zupełnie nic wspólnego z tą historią, którą próbuję ci opowiedzieć. No i wbija do swojego znajomego, kolegi do sklepu ze szpejem komputerowym, wchodzi, patrzy, a tam na wystawce , w detalu wszystko tańsze no, tak o równowartość 10, może 15 dolarów na sztuce. Nie to że promocja jakaś, przeceny, wielka acja, nie, zwykłe ceny, ale wszystko o jakieś takie końcówki banderoli tańsze niż on niedawno kupił na podstawie wyceny przesłanej faksem. Niby niewiele, ale to przecież sklep detal i wyszło mu, że kolega nawet nie tyle mu nie opuścił ceny, ale jeszcze poleciał w górkę, niedużą, cwaniacką, no nawet dwóch procent wartości faktury nie było, ale na sztuce te 10, 15 dolarów, złotych czy peso przyciął.

I Kazek tak stoi przed tamtym, obaj nie wiedzą co powiedzieć, ale, że Kazek kaznodzieja, musi co niedziela palnąć jakieś kazanie i to po hiszpańsku, no to mówi mu w te słowa:

- Widzisz, ja dużo nie straciłem, ty dużo nie zarobiłeś, ale przynajmniej wyjaśniliśmy sobie kto z nas dwóch jest chujem.

Nie wiem dlaczego ci o tym opowiadam. Po prostu się dziwię od osiemnastu lat do ilu życiowych sytuacji pasuje ten bon mot Kazka z odległego kraju. Wciąż i wciąż.



Komentarze

Popularne posty