174 pomysły na powieść. Polaska 1867 (wtorek)
8 września 2026, wtorek
Czasem myślę o książkach, których już nigdy nie napiszę, szczególnie zdarza mi się to o poranku, tak przed pierwszymi klientami. Wiele jest tych książek, zbyt wiele bym mógł się każdą z nich godnie zająć i wiarygodnie napisać. Kilka pomysłów skrywam sobie w głowie i prawie nikomu o nich nie mówię, bo wydają mi się tak dobre i ciekawe, że aż szkoda je tracić. Ale są też takie, że mówię sobie, a weźcie sobie taki jeden z drugim i napiszcie byle dobrze, byle z mięsem i krwią, byle z jakimś cieniem szacunku dla epoki. To chyba jeden z takich pomysłów.
Od dziecka ciekawią mnie - jak każdego freaka historycznego - różne koncepcje kontrfaktyczne, różne political, military oraz historical fiction, ale oczywiście takie mądrze skrojone, w których dzieje się to, co faktycznie wydarzyć się mogło, a nie to, co i tak było z góry niemożliwe. Ostatecznie, gdzie by nie zrzucono naszej brygady w 1944 roku w ramach operacji "Market-Garden" i tak i tak wojna nie skończyłaby się w 1944 roku. I nawet gdyby Churchill przekonał Amerykę, że trzeba uderzyć na Europę od strony Bałkanów a nie od Francji, to my i tak wpadlibyśmy w strefę zależności od kremla. No, ale już wyobrazić sobie, że teczka Stauffenberga została postawiona trochę bliżej nóg Hitlera... czemu nie. Ważny jest punkt zaczepienia.
No i wiele lat temu czytałem o takiej akcji irlandzkiego Bractwa Feniańskiego, w którym ktoś ruszył łbem i stwierdził, że na kiego grzyba tarmosić się z imperium na małej wyspie, kiedy siłą i słabością zarazem tego imperium jest jego rozległość. Fenianie zatem uznali, że zamiast kombinować jak wyzwolić małą Irlandię, lepiej będzie uderzyć na wielką, ale słabą Kanadę, która jest o tutaj zaraz za jeziorem Ontar... Ameryka. W czerwcu 1866 roku od 700 do 1500 Fenian przekroczyło rzekę Niagarę i ruszyło na Toronto wygrywając nawet potyczkę z kanadyjską milicją, która podobno farmerów z okolic Ridgeway, którzy wyjechali zobaczyć co się dzieje, co to za hałasy wzięła z szarże irlandzkiej kawalerii i uciekła z placu boju. No ale zaraz potem USA ogłosiły neutralność i wysłały na rzekę flotyllę rzeczną, która zablokowała tak dopływ kolejnych ochotników jak i zaopatrzenia dla Fenian, którzy koniec końców się wycofali. Próbowali jeszcze wpaść w tym samym roku do Quebecu, a w 1870 do Manitoby, ale na tym się skończyło.
A ja pomyślałem sobie lata temu, kiedy o tym przeczytałem tak:
W 1867 roku USA odkupiły od Rosji Alaskę, którą to Alaską Rosja nie była zainteresowana. Ląd wydawał się dziki, bezludny, handel futrami, dla którego w ogóle utrzymywano to wielkie terytorium przestawał być opłacalny a miejscowe ludy były niespokojne i zwyczajnie nie miały ochoty żyć pod carskim butem. Populacja w stolicy Alaski, Nowym Archangielsku, zwanym też Sitka nie przekraczała łącznie kilkuset osób, garnizon liczył od 80 do 200 ludzi.
W 1866 roku na Zabajkalu wybuchło powstanie polskich zesłańców z Powstania Styczniowego. Za udział w tym zrywie carskie władze ukarały łącznie 683 ludzi, chociaż nie znaczy to, że tylu rzeczywiście było zamieszanych w ten rozpaczliwy zryw. Tylu carat ukarał, czasem karano na wszelki wypadek.
W 1865 roku skończyła się w USA wojna secesyjna która zostawiła bez zajęcia tysiące byłych weteranów, w tym kilka tysięcy Polaków lub ludzi polskiego pochodzenia, wśród nich ponad stu ze stopniami oficerskimi.
No i wiecie co za mną chodzi, bardziej jako powieść, może dla WarBook-a?
Jakby tak jedni albo drudzy się dogadali i zorganizowali, nawet na zasadzie, że szlachta na koń siędzie, ja z synowcem na czele i jakoś to będzie to oni by mogli temu rosyjskiemu garnizonowi srogi łomot spuścić w Nowym Archangielsku. Czy by to było 200 czy 300 uzbrojonych zesłańców z doświadczeniem powstańczym - to jakby mieli po swojej stronie atut zaskoczenia to by łyknęli tę Alaskę o - tak. Polacy z doświadczeniem wojny secesyjnej byliby tutaj cennym uzupełnieniem ludzkim. No a jako ludzie pozbawieni swojego państwa może i z Pierwszymi Narodami na miejscu by się dogadali jakoś na zasadzie słuchajcie - osobno to ktoś nas zje, ale razem - obronimy się i przed Brytyjczykami i przed ruskimi, a bogactwa tej ziemi będziemy dzielić sprawiedliwie.
Rosji nie byłoby łatwo odbić w 1866 czy 1865 tę połać ziemi o tyle, że kolej transsyberyjską zaczęto budować bez mała 30 lat później. Rosyjska eskadra Pacyfiku liczyła w 1866 roku trzy okręty z załogami liczącymi około 900 ludzi, przy czym oczywiście do desantu można byłoby przeznaczyć tylko część z tych 900 osób. Żeby eskadrę wzmocnić trzeba byłoby czekać miesiącami na wzmocnienie - idące droga morską lub lądową - co dawałoby Polakom w Nowym Archangielsku czas na umocnienie się, szukanie poparcia za granicą, zakup broni, amunicji. Gdyby Rosjanie wybrali szybkość reakcji przed rozbudową zdolności do projekcji siły - musieliby liczyć na tych 900 marynarzy i załóg na trzech okrętach wielkości ówczesnych korwet, a korwety mimo nazwy miały na uzbrojeniu dość solidne armaty 60-funtowe. Szpas.
Natomiast w USA po wojnie secesyjnej było sporo okrętów do kupienia w cenie złomu, w tym monitorów z armatami... hm ... no jakby większymi znacznie od tych które miały rosyjskie korwety, które pewnie by zdemolowały statki czy okręty, którymi przybyli w 1866 powstańcy bez dwóch zdań. Ale wtedy mógłby pojawić się zupełnie znienacka nadchodząc z jednej z bocznych zatoczek Anchorage monitor "Pan Tadeusz" ex. amerykański USS "Catawba" uzbrojony w dwa działa 381 mm w obracanej wieży, okryty pancerzem, rozwijający dzięki maszynie parowej 13 węzłów i ... robi rosyjskim korwetom jesień średniowiecza. Nie musi ich nawet zatapiać, bo ciężko uszkodzona korweta bez możliwości naprawy - Sitka-Archangielsk jest jedyną bazą w promieniu setek mil - to w zasadzie i tak utracony okręt. No, a paląc statki na redzie Sitki już się wydawało Rosjanom, że właśnie niszczą te śmieszną, polsko-inuicką republikę.
Jest wiosna 1867 roku. Polscy zesłańcy, weterani wojny secesyjnej w porozumieniu z pierwszymi narodami proklamują Wolną Republikę Pol-Aski, w skrócie Polaska gwarantując osobiste prawa i wolności wszystkim swoim obywatelom bez względu na pochodzenie, język i kolor skóry. To może się okazać atrakcyjne dla Indian z USA, dla metysów z Kanady, a już zaraz, bo w 1880 roku wybuchnie pierwsza gorączka złota i peryferyjne państewko może nagle stać się bogate.
Polska? Tam gdzieś daleko wciśnięta mocarstwa? Musi poczekać. na scenę wkracza zupełnie Nowa Polska a w zasadzie Polaska Wielu Narodów. W 1905 przybywa zaś do niej pewien młody rewolucjonista, Józef Piłsudski, próbuje się dogadać, przecież macie złoto, wesprzyjcie starą ojczyznę...
Prezydent Franciszek Józef Krzyżanowski -Aankháawu, syn Włodzimierza Krzyżanowskiego, weterana wojny secesyjnej, żonatego z wysoko postawioną kobietą z narodu Tlingit - Gadji’nt Aankháawu patrzy na niego jak na szaleńca. Teraz, kiedy kraj po wojnie w obronie niepodległości powoli zaczyna wzrastać, krzepnąć wdawać się w konflikt z Rosją, która ma już niestety kolej transsyberyjską? Może i ma, ale straciła właśnie w zasadzie całą flotę i zostało jej znowu tylko kilka mniejszych jednostek we Władywostoku, a przecież pieniądze nie mówią wprost skąd pochodzą... a gdyby się udało...?
I tak dalej i tak dalej. Nic tylko siadać i pisać. No, może wcześniej pojechać zwiedzić Alaskę. Tylko kto to kupi, kto za to zapłaci?
Nic to, miejcie dobry dzień.



Komentarze
Prześlij komentarz