50 tysięcy zwrotów kosztów podróży (środa)




30 września 2026, środa

We wrześniu, chociaż nie wiem dokładnie którego, nie pamiętam, minęło 15 lat od kiedy przestałem na stałe mieszkać w Brzegu. Najpierw było operacyjne pomieszkiwanie w centrum Wrocławia przez kilkanaście miesięcy, a potem przeprowadzka do Kiełczowa wiosną 2013 roku. Przez cały ten czas prowadziłem sprawy Stowarzyszenia jeżdżąc raz w tygodniu do Brzegu, najczęściej samochodem, czasem, rzadziej, pociągiem. Można z tego wyłączyć okresy świąteczne - Wielkanoc, Boże Narodzenie, Nowy Rok, długie weekendy, ale z kolei przy imprezach takich jak Archipelagi, Sezon Grzewczy, Syfon - jeździłem po kilka razy w tygodniu. 

Brałem też na potrzeby działalności w Stowarzyszeniu dni wolne, zwane urlopem, z puli urlopu płatnego odbierałem tak zwane nadgodziny, czasem poświęcałem dni wolne od pracy takie jak soboty, ograniczając swoją działalność pisarską, rodzinną, towarzyską. Życie jest sztuką wyboru, mówiłem sobie powtarzając slogan reklamowy lodów Algida z pierwszych lat dwutysięcznych.

Nie żeby to wcześniej działo się jakoś inaczej, z mniejszym zaangażowaniem, ale zdaje się, że wyprowadzka z Brzegu postawiła sprawę bardzo jaskrawie i ja musiałem też bardzo jednoznacznie dobie, ale i otoczeniu - rodzinie, pracodawcy, znajomym - odpowiedzieć na pytanie czy to jest dla mnie ważne, czy jednak nie.

Paradoksalnie, kiedy mieszkałem w Brzegu i wiele miejsc, osób miałem na wyciągnięcie ręki, w zasięgu kilkuminutowego spaceru - nie widziałem potrzeby na przykład ustalania sztywnego terminu spotkań Stowarzyszenia. Zawsze się myślało, że to może być dowolny dzień tygodnia o ile uzna się, że spotkanie jest potrzebne. Od piętnastu lat wiem, że jest, po prostu, a żeby było łatwiej - najlepiej ustalić, że jest to czwartek o siedemnastej i tyle. Ludziom zdążyły się dzieci porodzić, zdążyli pobrać śluby i rozwieść, wyjechać zarobić na emigracji  wrócić a czwartek, siedemnasta trwa dumnie jak kotwica w dnie zatoki.

Ale dlaczego ja tak o tym myślę? Otóż ostatnio rozmawiałem z jedną osobą, która zaczęła mi uświadamiać, że przecież tu i tam można napisać wniosek, grant dostać i rozwinąć działalność Stowarzyszenia, a ja odpowiedziałem, że owszem, ale jeżeli jestem jedną z trzech osób piszących wnioski, ale jedyną je rozliczające to znaczy że mam swoją wyporność i za darmo więcej niż pięć, sześć no siedem  jak międzynarodowe - nie dźwignę. 

- Ale jak to za darmo - zapytała mnie osoba, być może mrugając oczami. No tak, nikt za moją pracę nie płaci, bo to by się nikomu nie opłacało. Cały sektor pozarządowy stoi w gruncie rzeczy na nieopłaconej pracy i kosztach, których nikt nigdy ci nie odda, nie zwróci. 

- A czyli takie hobby - usłyszałem, przeczytałem. Tak, to już tyle razy ten wyraz ułożył się moim oku, uchu. 

- Nie, to nie hobby - odpowiadałem tyle razy. - hobby to tyle co spędzanie wolnego czasu, nie przynosi żadnej dodatkowej wartości, nic nikomu nie daje, co do zasady. Zajmowanie się literaturą - na pewnym poziomie, oczywiście - już owszem, bo literatura jednak jest częścią kultury. podobnie rzecz ma się z muzyką - grasz u siebie na strychu czy garażu, tak to jest hobby, wychodzisz na ulicę i grasz dla innych, nagrywasz płytę, tworzysz kanał - już nie, nie jest to tylko hobby ale działalność publiczna, kreacja.

No i nie tak za darmo zupełnie to wszystko, myślę, przecież rok temu pierwszy raz przy projektach zdarzyło się tak, że każda osoba, która cokolwiek robiła - dostała w ciągu roku jakiś grosz. ba, nawet prezes, piszący te słowa dostał jakieś pieniądze, tysiąc złotych może nawet.

Tak myślałem, a potem przypomniałem sobie te 15 lat, jazdy do Brzegu i z Brzegu, początkowo do Wrocławia i z Wrocławia, potem już na Kiełczów. Jazdy do Brzegu zawsze prosto z pracy - Bem, Most Pokoju, Traugutta, Krakowska, Opolska, Radwanice, Siechnice, Marcinkowice, Oława, Gać. I powrotu - początkowo przez Dobrzykowice, Jelcz, Oławę, od dwóch lat obwodnicą wschodnią od Siechnic w prawo prosto do Kiełczówka. 

Przez 15 lat jak łatwo policzyć zrobiłem samochodem i pociągami na tej trasie - około 60 tysięcy kilometrów. Zakładając, że spalanie odbywało się w cyklu mieszanym - miejsko-drogowym, oraz że co 10 podróż odbywałem pociągiem można oszacować, że wydałem w tym czasie na same odjazdy w te i we wte 50 tysięcy złotych polskich. 

To tylko szacunki, bo benzynę policzyłem według średnich cen za rok 2026.

To równowartość Nagrody Literackiej Gdynia.

Może dlatego tak mnie wkurwia, kiedy ktoś mówi, że moja, nasza praca na rzecz stowarzyszenia to jakieś hobby.

No nie. Po prostu nie.





Komentarze

Popularne posty